Heros

~~Copyright by Ardax – Adam 2009r.~~

Wstęp
Witam serdecznie tych którzy mają zamiar czytać moje dzieło. Jest to moja pierwsza praca więc proszę jej bardzo nie wyśmiewać. Pisana była w jeden dzień z powodu braku wolnego czasu. Posiadałem pomysł na rozwinięcie pracy , jeśli się komuś spodoba może napiszę kontynuację . Zapraszam do lektury.

Rozdział I : Pierwsze kroki

Przed wiekami gdy na ziemi panowała norma i ład , ludzie żyli spokojnym życiem. Jedyne co im doskwierało to sporadyczne najazdy Orków na miasta. Do tej pory udawało się wybraniać miasta i ludzie mieli potęgę nad Orkami. Człowiek jednak dążył do zawładnięcia światem. Bogowie zostali wygnanie świata lecz miało to swoje konsekwencje. Świat zaczęły nawiedzać kataklizmy i inne nieszczęścia. Ludzie ponieśli konsekwencje swojej pychy. Wszystkie „myślące” potwory złączyły się w Armie Ciemności. Armia podbijała coraz to nowsze krainy aż w końcu ogarnęła prawie cały kontynent. Tylko dwie krainy nie uległy atakom. Cała wyspa Turandar – wyspa której doskwierała aura zimowa była oddana i pod rządami króla Heksyra I. On i jego pięciu oddanych doradców byli jedynymi magami na wyspie. Pewnego razu z drugiej niepodległej krainy – Ardgar’u płynęła dostawa „kwarcytu szlachetnego” – minerału najcenniejszego na kontynencie , a było go około 50 skrzyń. Z minerału wyrabiano oręż , cięciwy do łuków , a po odpowiedniej preparacji niektórzy alchemicy tworzyli nawet „mikstury wytrzymałości”. W tej podróży przyszło podróżować przyszłemu wybawcy.

Rozdział II : Niebezpieczne morze

Była to ostatnia z dostaw gdyż zasoby w kopalni się skończyły. Walka z Orkami pochłonęła tylko Turandar , Ardgar nie był od dłuższego czasu oblegany dlatego Cordar II postanowił pomóc swoją resztką bogactw sprzymierzeńców.
Załoga płynąca na statku była niespokojna , morze było niezwyczajnie wzburzone. W pewnym momencie z morza wyłonił się ogromny smok morski. Wielki , błękitny potwór przez którego przemawiało zło. Po chwili rozpętała się panika na statku , potwór nie czekając długo zrobił mocny zamach ogonem , uderzając w centrum rozbił statek na dwie części. Kadłub szybko zatonął , druga część statku utrzymywała się jeszcze na wodzie.
Potwór zniknął w głębinach. Na morzu rozpętał się straszliwy huragan , wszystko latało w powietrzu. W porcie w Turandar oczekiwał na statek jeden z magów. Ujrzał jednak na brzegu deskę na której widniał herb Ardgar’u . Postanowił powrócić do zamku pod eskortą.
- awwwww…. , ledwo widzę – paplał sam do siebie rozbitek. Widział rozmazujący się obraz i nie bardzo wiedział co się dzieje. Długo jeszcze ględził sam do siebie aż ujrzał nad sobą topielca – bestia była wyraźnie głodna. Podniósł się szybko z piasku , na pół mokry złapał miecz leżący nieopodal. Bestia rzuciła się do walki. Walka jaką prezentował była nie zła. Widać że trochę zapomniał o walce , znać jednak było iż kiedyś był dobrym wojownikiem. Wreszcie potwór padł , z radością na twarzy bohater postanowił rozbić obóz. Skonstruował szałas , rozpalił ogień i oddał się w błogi sen.
Rozdział III : Przygotowania do walki

Nazajutrz o świcie obudził się i ujrzał 6-7 królewskich wojowników i jednego jakby druida.
- Kim jesteś ? – zapytał jeden z żołnierzy,
- Ja…
- A widzisz tu kogoś innego ? Jesteś z okrętu ?
- Ja… , pamiętam okręt , potwora morskiego i sztorm. – wyglądało na to że ma częściową amnezje i nie pamięta wielu rzeczy. To wyjaśnia jego kiepską walke z topielcem.
- Być morze jest w szoku , jego strój świadczy o tym że płynął tym statkiem , zabierzmy go do miasta , po odpoczynku coś nam powie.

Rozdział IV : Wizyta u króla

Po krótkiej podróży znaleźli się przed zamkiem. Wielki aczkolwiek lekko podrujnowany , szczególnie mury co świadczyło o tym iż widział nie jedną walkę.
- STAĆ !!! Co to za ścierwo prowadzicie ?
- To rozbitek , ważny świadek , pozwól nam przejść.
- Wchodźcie , niech tylko nie narobi kłopotów.
Strażnicy ogólnie nie patrzyli przyjaźnie na przybyszy z prostej przyczyny – może to być magiczna sztuczka orków - szamanów. Idąc dalej zobaczyli wielką komnatę. Bohater stanął przed obliczem króla i oznajmił :
- Przeżyłem tylko ja , wszyscy zginęli.
- Jak to się stało ? To nie możliwe.
- To długa historia jednak wiem że ktoś od was widział wrak statku a w zasadzie jego resztki.
Król najwyraźniej był zawiedziony. Niedowierzał w to co się stało. Bezimienny bohater osiedlił się w chacie w mieście długo myśląc nad swoim losem.

Rozdział V : Przygotowanie do walki

W Bezimiennym odezwała się chęć pomocy w wojnie. Widział orka za miastem który rozszarpał robotnika. Ten widok zapewne do niego przemówił. Król oznajmił iż na wyspie znajduje się jedna wolna kopania , jednak w niej osiedliły się potwory a droga do niej jest naszpikowana orkami. Zwiadowcy donosili iż jest na drodze blisko 400 orków. Król może udostępnić 100 żołnierzy pod warunkiem że rozbitek uzbiera 50 swoich wojowników. Jednak doświadczonych wojowników , to pozwoliło by dojść do kopalni bez większych strat. Bohater wypełnił swoje zadanie , zebrał żołnierzy , trzeba było jednak lepszego sprzętu. Wpadli na pomysł aby odszukać trochę bogactw na plaży. Ku zdziwieniu na brzegu leżały bryłki kwarcytu szlachetnego. Uzbierano 3 skrzynie surowca co mogło pozwolić na osprzęt dla wojowników. Sprawni alchemicy uczynili z połowy skrzyni pożytek - mikstury wytrzymałości które znacznie pomogą w walce. Rozpoczęła się wędrówka i wypatrywanie wrogich wojsk

Rozdział VI : Decydujące starcie

Wielu się wykruszyło na widok orkowych trupów. W połowie drogi została mała część walczących. Wielu się wykruszyło , wielu zmarło , walka jednak toczyła się dalej.
Na wyciągnięcie ręki mieli jaskinie. Otoczona była jednak przez 10-cio osobową grupę ogrów. Były to o wiele silniejsze stwory niż orki. Ich twarda skóra broniła ich przed orężem.
Rozkaz był jeden : ostrzał z łuków , a gdy zaczną biec walka wręcz. Tak też uczynili i o dziwo gładko poszło gdyż strzały wbite w ich oczy zabijały ich. Był to najwyraźniej ich czuły punkt. Takich strat jednak nikt się nie spodziewał , choć była to jedyna deska ratunku każdy modlił się za poległych , którzy walczyli w imię pokoju na kontynencie.
Zwiadowca oznajmił iż w jaskini swoje siedlisko ma Dewa Lodu – Coś czego nigdy nie widział. Legendy głoszą że tylko wybraniec mógł pokonać stwora i jedynie magicznym ostrzem zadając ostateczny cios w serce. Gdy bestia widziała większą grupę , tworzyła barierę która nie pozwoliła się do niej zbliżyć a ona mogła swobodnie atakować. Decyzja szybko podjęta , armia licząca teraz kilkunastu żołnierzy musiała zostać , a wybawcą miał zostać rozbitek bez imienia.
Odpowiednio przygotowany rozpoczął walke , wszedł do jaskini i zniknął w ciemności. Kilkoro przyjaciół nowopoznanego człowieka zostało przed kopalnią , reszta wróciła do Miasta po pomoc w ściąganiu ciał z pola bitwy.
Bestia była potężna , emanowało z niej zło i obrzydzenie.
- Jak się tu dostałeś ? Zapewne przyszedłeś w złej sprawie , giń śmieciu !!!
Bestia rzuciła się do walki . Spryt bohatera pozwalał mu na ‘skikaniu’ o bestii a jej ciosy dzięki eliksirą nie były tak groźne.
- To już koniec śmieciu !!! – okrzyk drżącego jeszcze herosa. Potwór padł po chwili bezwładnie a bezimienny bohater nie mogąc się nacieszyć wybiegł z kopalni z wesołą nowiną.

Rozdział VII : Nowa Era

Odmienił losy setek – czy to nie brzmi znajomo ? Heros poświęcał swój czas i mógł stracić życie dla ratowania ludzkości. Kopalnia została uruchomiona , bez większych problemów król magazynował surowce a po czasie zamieniał je na magiczną broń. Po czasie kontynent Forterra odzyskał świetność , bunt orków został stłumiony a królestwo Turandar’u rozrastało się. Wszystko wróciło do normy a Bezimienny Bohater został ogłoszony wybawcą. Co się działo dalej ? Tego może dowiecie się później.

Koniec


Autor: Ardax 8 listopada 2010 Drukuj Email